Czy używacie tego bloga w życiu codziennym ?

niedziela, 6 lutego 2011

Opowiadanie...

Miałam natchnienie na pisanie, i napisałam :) ...

Był kiedyś chłopak, zalany łzami,
szłam po drugiej stronie jezdni.
Usłyszałam jego szloch, podeszłam migiem,
lecz ten ani słowem nie odezwał się do mnie.
Myślałam, że wymigać się chce, lecz on mnie skarcił i potraktował jak kawałek szmaty...

Poznałam go,
jego diamentowe serce, pokryło się rysami,
jego piękne oczy, przepełnione były łzami.
Kryształowe łzy, uderzały o chodnik.
Rzeczywistośc spadła na niego tak nagle,
jak ulewa, zmywając z niego wszelkie wspomnienia,
tworząc pewną plame, bo nie zawsze tworzą się kształtne kałuże...

Nagle deszcz zaczął padać,
zrobiło się okrutnie.
Nasze twarze, zrobiły się ponure.
Usiadłam obok niego wpatrzona jak w ściane,
jak idiotka do kwadratu.
Ułożyłam nogi równlegle,
po czym przysunęłam się bliżej...

Po kilku godzinach, już wszystko wiedziałam,
chodziło o dziewczyne, której serce złamał.
Nazywała się Olka, piękne oczy miała,
lecz gdy napił się, wszystko jej wygadał:
"ja pierdole wszystkie Ole, wyjebane mam.
Puściłaś się ze szmaciarzem, nie jestem taki sam.
Jestem sobą, jestem inny, nie pasujesz do mnie,
jestem okrutny, wszystko wygarne Tobie. Twoje miejsce
nie jest u mnie..."
Ona chciała mu dogadać lecz on jebnął jej w twarz,
zraniona dziewczyna próbowała zasłonić twarz.
Lecz on był wściekły, złapał ją za włosy.
Szarpnął i rzucił, po czym płakać zaczął.
Nagle zrobiła się cisza. Jakaś dziwa siła go opuściła.
Poczuł się samotny po czym zaczął przepraszać.
Dziewczyna uciekła w las...

Powiedziałam mu, że zawsze trzeba podejmować wszelkie ryzyko,
by uwierzył w cuda i starał się.
Wtedy on zdenerwowany,
rzucił się na ławke, jak obłąkany.
Nastała cisza, odeszłam na moment,
po czym chłopak wyjął błyszczącą żyletkę
i już każdy wie, co się działo...
Ja jak opętana, wskoczyłam na niego,
zeczęłam wyrywać, szarpać się z nim,
lecz on nie dawał się mi.
Rzucił mną jak szmatą, spadłam na ziemie,
po czym ujrzałam na sobie czerwoną plamę.
Spojrzałam na ławkę, było za późno.
CHŁOPIEC leżał we krwi z łzami w oczach.
Stanęłam nad nim, poczułam się źle.
Łzy zaczęły same mi lecieć.
Płacz: tylko gdy mówi Ci to serce,
nie sytuacja. Pomyślałam:
"Płacz przyjacielu... bo droga do zapomnienia leży za wodospadem łez...".
Bo nic tak nie wzrusza dziewczyny,
jak łzy chłopaka, którego kochać zaczyna.

Za kilka dni był pogrzeb.
Było mało ludzi. Tylko znajomi,
nikt z rodziny nie przyszedł, czułam się jak ptak,
lecz zamknięty w klatce, nie mogący wspiąć się wzwyż.
Na Twoim pogrzebie najtrudniejszy i najbardziej szczery mój płacz.
Osamotnienie. Pogrzeb był tym bardziej przejmujący,
że kondukt sunął w absolutnej ciszy.
Żadnego szlochu, żadnego krzyku,
nie licząc nawoływania mew od strony oceanu.
Zasmucone fale biły o urwisko, a słońce, zachodząc
przemieniało chmury w krwawe plamy...
"krótkie życie miał" - powiedziałam i poszłam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz